Kiedy w wieku 17 lat uświadomisz sobie, że życie przecieka ci przez palce, wiedz, że coś jest nie tak.
Jadąc pociągiem do szkoły spotkałam moją przyjaciółkę z gimnazjum. Od kiedy chodzimy do różnych liceów rzadko się widujemy dlatego bardzo ucieszyło mnie to spotkanie. Cóż, od razu zaczęłyśmy omawiać sprawy bieżące. Kochana gaduła, której naprawdę lubię słuchać. Opowiadała o swoich jeździeckich treningach, o szkole....
O ile pierwszy temat, dotyczący zabawnych anegdotek wywoływał u mnie szczere rozbawienie o tyle drugi, ku memu rozczarowaniu, głęboko zakorzenioną zazdrość. Wtedy właśnie, szczęściem okazała się dla mnie jej ekscytacja. Cała ona, zawsze pochłonięta, do ostatniego słowa. Dałam radę pohamować moją zawiść wsłuchując się w opowieści o zgranej paczce przyjaciół, zabawnych wpadkach, czy co ciekawszych rozmowach. Sama przed sobą musiałam przyznać, że jestem rozgoryczona swoim wyborem sprzed roku. Mogłam wybrać jej szkołę, pójść z nią do klasy.....
Zaczęłam analizować swoje uczucia, przemyślenia. Miałam ochotę płakać. Głupia dziewucha. Powoli, zaczęłam chyba rozumieć problem. Pozostając aroganckim narcyzem zwracałam uwagę jedynie na zachowanie innych. Czekałam aż inni mnie zauważą, dostrzegą coś, czego ja nie potrafię dojrzeć. Naiwna....
Żałosne zachowania, które wpędzały mnie w kolejne problemy. Myślałam, że tak będzie lepiej. Czekałam, aż ktoś mi pomoże, rozjaśni wszystko, czego nie potrafię pojąć. Dzisiaj, zrozumiałam. Czekając na pomoc, która może nigdy nie nadejść, muszę walczyć, zrobić wszystko by chociaż spróbować wyjść z tego dołu, który sama wykopałam. Jeśli ktoś poda mi rękę będę wdzięczna, nie mogę jednak uważać innych za jedyne rozwiązanie.
Dzisiejsza, z pozoru błacha rozmowa, dała mi do myślenia. Ona ma to, czego mi tak brakuje, ale nie zdobyła tego dzięki użalaniu się nad sobą i bezczynnym oczekiwaniu. Była sobą. Przez cały czas po prostu robiła to co lubi, to co chciała. Niby nic trudnego, ale ile razy sami stopujemy swoje zachowania, bo uważamy, że inni źle nas ocenią? Jestem w trudnym wieku i nawet jeśli często temu zaprzeczam boje się opinii innych. Pozwalam, by to ich zachowania dyktowały mi co mam robić, jak się zachować, kim być. Nawet jeśli nie chce, podświadomie nadal się dostosuje. Zbyt długo to trwało. Często łapie się na tym, że tak naprawdę nie potrafię się określić. Czy jestem raczej zabawna, czy może ponura, poważna czy niedojrzała. Nie wiem. Po prostu nie wiem.
Dam radę. Zwalcze to, co ciągle mnie niszczy. Rozmowa z Julią dała mi wiele siły. Zapewne nie jest nawet świadoma, ale pomogła mi, w końcu przejrzałam na oczy. Za to, naprawdę jej dziękuję.